Kto tu był?


Co robił?

Strona inicjatywy społecznej - wolontariatu działającego na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego



| Wolontariusze gotowi do działania |
| Miejsce sprzątania |
| Sołtys Krosinka i Ludwikowa z "prezentami" |
Dzisiaj odbył się od dawna planowany spacer. Nie udało się wybrać do Wielkopolskiego Parku Narodowego w pierwszy dzień wiosny, bo wówczas do szkół powróciła nauka zdalna. Tym razem było to możliwe i spacerem uczczono Światowy Dzień Parków Narodowych. Pierwszoklasistom towarzyszyli nasi wolontariusze, Ania i Artur, którzy są rodzicami uczniów i chętnie współpracują ze szkołą.
Przed okiem naszego patrolowca Artura i psim nosem nic się nie ukryje. Czyżby kogoś ruszyło sumienie? Hmm...
Z okolicami Wielkopolskiego Parku Narodowego związane są różne ciekawe postaci, których sylwetkę warto wspomnieć. Niewykluczone, że to, gdzie się wychowali, z czym obcowali w młodości miało decydujący wpływ na ich losy. Chyba nie ma (szczególnie w regionie) nikogo, kto by nie znał postaci podróżnika i literata Arkadego Fiedlera, który w latach powojennych osiadł w Puszczykowie. Leśne tereny, które w dzieciństwie odwiedzał z ojcem, fascynowały go i pobudzały wyobraźnię. Wielkopolskie lasy były i są niewątpliwie inspiracją dla wielu osób. Tym razem podążamy pewnym tropem - miejscem, które wzbudziło nasze zainteresowanie.
W grudniu 2020 Wolontariat WPN przeprowadzał akcję sprzątania terenów leżących na granicy Parku i Krosinka, nieopodal ulicy Stęszewskiej. Ulica ta wchodzi w las, przy którym dawniej stał pewien dom, z którym wiążę się ciekawa historia i interesująca postać, postać profesora Tadeusza Perkitnego. Po domu zostało niewiele śladów, które powoli zaciera czas. Postanowiliśmy zebrać informacje o tym miejscu i o postaci, która kiedyś w nim mieszkała - naukowcu, podróżniku i literacie, człowieku z pasją.
Tak profesora wspomina Wojciech Kokociński:
[...] W tym miejscu należy zaznaczyć, że tak znaczny dorobek naukowy oraz literacki profesora był realizowany także podczas dni wolnych od pracy i urlopów wypoczynkowych. Czas ten spędzał bowiem pracowicie w posiadłości przejętej po rodzicach w leśnej willi przy ulicy Stęszewskiej w osadzie Krosinko k. Mosiny, w której jego ojciec do końca XIX w. prowadził zakład dentystyczny. Dom ten, o nieprzeciętnej jak na owe czasy architekturze, stał na skarpie w otoczeniu pięknego ogrodu, pośród prywatnego lasku o powierzchni ponad dwóch hektarów. We wnętrzu willi ściany obszernej klatki schodowej, prowadzącej na piętro, były prywatną galerią obrazów olejnych malowanych przez Tadeusza Perkitnego w „chwilach wolnych” od pracy zawodowej. Dziś nie zostało już nic z tamtej rezydencji, którą strawił pożar, a zniszczenia dokonał czas.[...]
dr inż. Wojciech Kokociński, Wspomnienie o profesorze
Mimo poszukiwań nie udało się nam znaleźć zdjęć, które przedstawiałyby dom Perkitnych o owej "nieprzeciętnej architekturze". Dziś idąc drogą można nawet nie zauważyć pozostałości - resztek ogrodzenia, dawnego ogrodu, schodków prowadzących w kierunku skarpy, na której stał dom... Na zdjęciach satelitarnych dostrzec można jeszcze zarys odcinka ulicy Stęszewskiej, która wchodziła głębiej niż dziś w las.
Miejsce obecnie przedstawia się tak (grudzień 2020):
Kim był mieszkający niegdyś w tym miejscu Tadeusz Perkitny (1902-1986)? Przeglądając dostępne źródła internetowe dowiadujemy się, że był wybitnym naukowcem w dziedzinie technologii drewna, pracownikiem dydaktycznym Akademii Rolniczej w Poznaniu. Jednak zanim rozpoczął naukową karierę, dokonał rzeczy jak na owe czasy niezwykłej. Mianowicie po studiach wraz z przyjacielem Leonem Mroczkiewiczem udali się w podróż dookoła świata,. Nie mając pieniędzy, musieli podejmować się najróżniejszych prac. Podróż trwała cztery lata (1926-30) i obfitowała w wiele przygód, opisanych w książkach "Z setką złotych dookoła świata" i "Okrążmy świat raz jeszcze".
Sięgnęliśmy i my po dwutomowe, bogato ilustrowane wydanie "Okrążmy świat raz jeszcze". Wartka opowieść, pełna humoru i brawury, przenosi czytelników w dawną epokę, w odległe kraje. Któż dziś ruszyłby tak śmiało w świat, bez pieniędzy, z niewielkim ekwipunkiem, by spełnić swoje marzenia o dalekich wojażach?
Młodzieńcy po długim pobycie zatęsknili za domem i wyruszyli w podróż powrotną, witani z honorami w Poznaniu. Na uwagę zasługuje szczególnie ten oto fragment książki - wspomnienie pewnego miejsca w Wietnamie:
[...]W miarę jak windujemy się w górę, zmienia się także krajobraz, który nas otacza. Znikają banany, drzewa kauczukowe i palmy. Ich miejsce natomiast zajmują wpierw najróżniejsze drobnolistne akacje i krzaczaste ciernie, a w końcu - o dziwo - jakieś smukłe drzewa o znajomych kształtach. Jest ich coraz więcej, podchodzą wciąż bliżej i wzrok nas nie myli na pewno. Są to - jakże dobrze nam znane - drzewa iglaste, a na ich czele nasze tak dawno niewidziane, poczciwe, ukochane...sosny! Tak! Sosny z długimi, szumiącymi szpilkami. łudząco podobne do tych, co sobie rosną skromniutko w puszczykowskich borach, koło Mosiny albo pod Swarzędzem.[...] (1) (2) (podkreślenie mmg)
Polecamy książkę miłośnikom bliskich i dalekich podróży. Przybliży ona czytelnikom sylwetkę Tadeusza Perkitnego oraz jego serdecznego przyjaciela Leona Mroczkiewicza. Szkoda, że stosunkowo niewiele osób zna te postaci, choć bohaterów wspominały media przed laty, a Biblioteka Raczyńskich przygotowała rocznicową wystawę z okazji 80-lecia zakończenia wyprawy.
Ruiny domu w Krosinku z każdym rokiem zarasta roślinność. Czas zaciera ślady. Rodzice, po których Tadeusz Perkitny odziedziczył dom w Krosinku, pochowani są na cmentarzu w Mosinie. Profesor zaś pochowany został na cmentarzu na poznańskim Sołaczu. Tam też spoczywa jego żona i syn oraz synowa. Wnuki Tadeusza Perkitnego mieszkają w Stanach Zjednoczonych...
Tu mały apel. Może ktoś posiada zdjęcia wspomnianej willi Perkitnych w Krosinku? Nam nie udały się próby dotarcia do takowych. Chętnie zobaczylibyśmy, jak wyglądał dom na leśnej skarpie, po którym pozostały jedynie wspomnienia i trochę gruzu.
Osobom chcącym dowiedzieć się czegoś więcej polecamy materiały z zebranych stron internetowych, linki poniżej.
Przypisy:
(1). T. Perkitny, Okrążmy świat raz jeszcze. Oko w oko z przygodą, część II. Zysk i S-ka Wyd., 2009, str. 297
(2).Leon Mroczkiewicz pochodził ze Swarzędza
LINKI
Dzisiaj opowiemy Wam bajkę, ale nie czytajcie jej na dobranoc, by snów złych nie mieć.
Działo się to nie tak dawno temu, bo zaledwie wczoraj. Nie za górami, za lasami, ale w lesie, w malowniczym, usianym polodowcowymi wzniesieniami Wielkopolskim Parku Narodowym. Kopciuszek ze swoimi współtowarzyszami jak zwykle wykonywał swoją pracę.
Idąc ze wzrokiem utkwionym w leśną ściółkę, zbierał porzucone śmieci. Z każdym krokiem było mu coraz ciężęj na sercu i w rękach, bo szary 120- litrowy worek szybko zapełniał się śmieciami.
Spomiędzy opadłych liści zbierał potłuczone szkło i drżał na samą myśl o tym, że może właśnie tędy zwykły przechodzić sarny, jelenie i dziki, które nie raz, nie dwa zdarzyło mu się podglądać zza drzew. Pogrzebał w leśnej ściółce, zebrał, ile się dało i ruszył dalej.
Zwabiony odgłosami ożywionych rozmów i okrzyków przerażenia dotarł do miejsca, w którym Siedmiu Krasnoludków odnalazło ślady i tropy Złego Wilka.
Pojadłszy popił, a widać, że nie był abstynentem i nie brał do pyska byle czego.
Krasnoludki chyba nigdy się nie dowiedzą, co stało się z Czerwonym Kapturkiem. Na pewno odwiedził swoją Babcię, bo zapomniał swojego koszyczka po wiktuałach.
Czy znalezione części garderoby należały do Babci czy do jej wnuczki, która niepomna przestróg matki zeszła z leśnego szlaku? Tym powinni zająć się detektywi.
Za to Babcia... niewiele po niej zostało.
Krasnoludki i Kopciuszek zastanawiali się, gdzie w tej historii był leśniczy, który miał uratować obie panie. Gdyby w porę się zjawił, bajka, jak to bajka, miałaby szczęśliwe zakończenie. Widać było tylko, że w owym czasie na ratunek przybył dzielny Ołowiany Żołnierz, przebrany za Winnetou i stoczył swoją ostatnią bitwę. (Wiadomo, że Winnetou zginął od strzału, podczas akcji uwalniania białych osadników. Teraz są pewne poszlaki, że to była Babcia i Czerwony Kapturek.).
Tyle bajka. A jak było naprawdę? Grupa wolontariuszy 12 grudnia sprzątała las na granicy Wielkopolskiego Parku Narodowego i Krosinka. Kolejny raz okazało się, że najwięcej odpadów znajdujemy właśnie na terenach granicznych. Większość zebranych przez nas śmieci leżała w lesie od dawna, na co wskazuje ich charakter i stan. Wśród nich przeważało szkło w postaci potłuczonych słoików, butelki, różne sprzęty gospodarstwa domowego i ich fragmenty, a także odpady szczególnie niebezpieczne oraz puste opakowania po nich: baterie, żarówki, lekarstwa, sprzęt medyczny, gruz eternitowy...
W ciągu dwóch i pół godziny dwadzieścioro sześcioro dużych i małych wolontariuszy zapełniło czterdzieści 120-litrowych worków. Do tego trochą żelastwa, opony... W to miejsce trzeba będzie jeszcze powrócić, niestety nie byliśmy w stanie zebrać wszystkiego. Odbiór śmieci zapewniła Gmina Mosina, dziękujemy za współpracę! 💚